Teleskop Jamesa Webba niedługo wyruszy w podróż na orbitę i odkryje przed nami tajemnice kosmosu. Chyba każdy choć raz zastanawiał się czy istnieje życie poza ziemią. Odkrycie pozaziemskich form życia byłoby przełomowe i prawdopodobnie rozpoczęłoby nową erę w dziejach ludzkości. Ogrom Wszechświata zdecydowanie przemawia za istnieniem życia pozaziemskiego, ale też bardzo utrudnia poszukiwanie planet umożliwiających przeżycie. A co, jeśli tak ważne odkrycie zostałoby dokonane w naszych czasach? Szansa na takie zdarzenie wydawała się niewielka, ale niedługo wszystko może obrócić się o 180 stopni!

Już wkrótce czeka nas era nowych kosmicznych odkryć. W 2021 roku NASA planuje wystrzelić teleskop Jamesa Webba. Jest nazywany następcą teleskopu Hubble, wystrzelonego w 1990 roku, ale jego możliwości są znacznie większe. James Webb będzie prowadził obserwacje głównie w podczerwieni. Dzięki temu będzie w stanie odkryć planety w odległych galaktykach. Da nam narzędzia do poszukiwania wskazówek dotyczących atmosfery, która mogłaby podtrzymywać życie.

Czy teleskop Jamesa Webba zastąpi teleskop Hubble?

– Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba ma niejako być następcą teleskopu Hubble’a, a rozszerzyć to, co już udało się dokonać dzięki niemu i sięgnąć dalej. Ma dojrzeć dla nas najstarsze gwiazdy, pierwsze galaktyki formujące się we Wszechświecie, zobaczyć, jak powstają planety pozasłoneczne, zbadać atmosfery niektórych z nich. Możliwości i nadziei związanych z tym teleskopem jest mnóstwo – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr Piotr Witek z Planetarium Centrum Nauki Kopernik.

Jest to bardzo sprytne rozwiązanie, które będzie działać dużo skuteczniej niż lustra odbijające światło – nie jesteśmy w stanie zapewnić tak potężnej izolacji termicznej wykorzystując jedynie znaną nam technologię. Na szczęście fizyka jest po stronie ludzkości i ze sprawnym jej wykorzystaniem możemy osiągać zaskakujące rezultaty. Jak widać czasem najprostsze rozwiązania, złożone z pojedynczych elementów, są najlepsze.

Mogłoby się wydawać, że teleskop Jamesa Webba jest bardzo wymagający jak na fakt, co oferuje, jednak naukowcy twierdzą, że zdecydowanie warto włożyć ten dodatkowy wysiłek. Fakt, teleskop wymaga spełnienia odpowiednich warunków ale dzięki swojej zdolności do oglądania Wszechświata w świetle podczerwonym o większej długości fali teleskop Jamesa Webba będzie w stanie zobaczyć niektóre z najbardziej odległych galaktyk, dalej, niż był w stanie zrobić to teleskop Hubble’a w świetle widzialnym.

Światło z odległych obiektów jest rozciągane w wyniku rozszerzania się Wszechświata, a efekt znany jest jako przesunięcie ku czerwieni. W związku z tym, podczas gdy Hubble był w stanie oglądać galaktyki, James Webb zobaczy ich narodziny.

Wszechświat otwarty na ludzkie spojrzenia

Jest to dla nas coś nowego i przełomowego. Dzięki uzyskaniu takich danych można będzie lepiej zrozumieć procesy zachodzące we Wszechświecie. Posiadając równocześnie obraz galaktyki z teleskopu Hubble i obraz narodzin tej samej galaktyki z teleskopu Jamesa Webba zyskujemy aż dwa punkty odniesienia. Mając informacje o historii takiej galaktyki możemy lepiej rozumieć procesy które zachodzą podczas przemian w kosmosie, a dzięki temu może uda nam się zrozumieć również nadal niewyjaśnione procesy, które zachodzą na Ziemi. Ale dlaczego dopiero teraz?

Nowy teleskop według wcześniejszych zapowiedzi miał być gotowy już od lat, jednak jego wielkość i skomplikowana technologia przesunęły start. Webb będzie miał zwierciadło główne o średnicy 6,5 metra, co zapewnia mu znacznie większy obszar gromadzenia niż zwierciadła dostępne w obecnej generacji teleskopów kosmicznych. Jednocześnie, ze względu na wielkość, zwierciadło jest zbudowane z 18 segmentów, które będą musiały zostać jeszcze spozycjonowane w kosmosie. Zwierciadło Hubble’a ma znacznie mniejszą średnicę (2,4 metra), a odpowiadająca mu powierzchnia zbierania wynosi 4,5 m2. Osłona przeciwsłoneczna Jamesa Webba ma około 22 metrów na 12 metrów, jest więc wielkości kortu tenisowego.

– Problemem jest stworzenie odpowiedniej osłony cieplnej. Teleskop Jamesa Webba ma olbrzymią tarczę złożoną z pięciu warstw materiału o grubości włosa, które rozkładają się do kształtu podobnego do latawca. Tarcza ta ma wymiary 14 x 21 metrów i złożenie jej tak, żeby nie porwała się przy rozkładaniu, jest także dużym wyzwaniem inżynieryjnym. Jednym z powodów opóźnień było właśnie uszkodzenie tej tarczy przy testach w 2018 roku – wskazuje ekspert.

Nowy teleskop pomoże zmapować Wszechświat, może też znaleźć planety, na których mogłoby istnieć życie. Ze względu na to, że dotrze do znacznie odleglejszych galaktyk niż teleskop Hubble’a, da nam nowe spojrzenie na każdą fazę historii Wszechświata, od pierwszych chmur pyłu do powstania Układu Słonecznego.

– Nadzieje są ogromne. Jednak zdjęcia z tego teleskopu nie spłyną natychmiast po jego starcie, najpierw musi dotrzeć w docelowe miejsce, na właściwą orbitę, co zajmie mu dwa tygodnie. Sześć miesięcy zajmie precyzyjne i delikatne rozkładanie wszystkich elementów teleskopu i przygotowywanie go do pracy. Dopiero wtedy otrzymamy tzw. pierwsze światło, czyli pierwsze obrazy, które uzyska gotowy już do pracy teleskop Jamesa Webba – mówi dr Piotr Witek.

Źródło: Newseria.pl/TvTu

Skomentuj

Please enter your comment!
Please enter your name here